
Outsourcing utrzymania technicznego czy własny zespół? Rachunek, który warto zrobić uczciwie
Dyskusja „własny zespół czy outsourcing" zwykle zaczyna się od porównania pensji technika z fakturą od firmy zewnętrznej. To porównanie jest błędne z obu stron — i właśnie dlatego warto zrobić ten rachunek porządnie.
Czego nie widać w koszcie etatu
Pensja to początek listy. Do tego dochodzą: składki i benefity, szkolenia i certyfikacje (systemy, na których pracuje technik, zmieniają się szybciej niż kiedykolwiek), narzędzia i przyrządy pomiarowe, samochód, telefon, oraz rzecz najdroższa — nieobecność. Urlop, choroba, wypowiedzenie. Jeden technik to nie „pokrycie 24/7", to pokrycie 8/5 minus urlopy. Realna całodobowa gotowość własnymi siłami zaczyna się od kilku osób w rotacji dyżurów, a wtedy rachunek wygląda zupełnie inaczej.
Do tego wiedza: pojedynczy specjalista nie będzie równie dobry w automatyce budynkowej, sieciach, kontroli dostępu i zasilaniu gwarantowanym. Będzie dobry w jednym, a w reszcie „jakoś sobie radzi" — do pierwszej poważnej awarii w obszarze, w którym radzi sobie „jakoś".
Czego nie widać w outsourcingu
Uczciwie: outsourcing też ma koszty ukryte. Czas wdrożenia wykonawcy w specyfikę obiektu, zależność od zewnętrznego podmiotu, ryzyko rotacji ludzi po stronie dostawcy. Źle skonstruowana umowa (o SLA pisaliśmy osobno) potrafi zamienić oszczędność w frustrację. I jest granica sensowności: obiekt z własną, dużą ekipą techniczną obsługującą specyficzne instalacje przemysłowe może na outsourcingu podstawowym nic nie zyskać.
Kiedy który model wygrywa
Własny zespół broni się tam, gdzie potrzebna jest codzienna fizyczna obecność i głęboka znajomość jednego, specyficznego obiektu — duży zakład produkcyjny, kampus, szpital.
Outsourcing wygrywa, gdy potrzebna jest szeroka kompetencja w wielu systemach, gotowość 24/7 i przewidywalny koszt — typowy biurowiec, sieć oddziałów, obiekty zarządcy nieruchomości rozsiane po mieście.
Hybryda — w praktyce najczęstszy wybór dojrzałych organizacji: własny gospodarz obiektu na miejscu (zna budynek, zarządza drobiazgami, pilnuje wykonawców) plus zewnętrzny partner od systemów specjalistycznych, monitoringu i dyżurów nocnych.
Pytania ważniejsze niż cena
- Kto odpowiada za obiekt o 3:00 w nocy — konkretnie, z nazwiskiem na dyżurze?
- Co się stanie, gdy jedyna osoba znająca system odejdzie z pracy?
- Czy wiedza o obiekcie jest w dokumentacji, czy w czyjejś głowie?
- Ile kosztuje godzina przestoju i jak szybko obecny model ją kończy?
Odpowiedzi na te pytania mówią o właściwym modelu więcej niż każde porównanie stawek. Bo utrzymanie infrastruktury kupuje się nie po to, żeby było tanio, tylko po to, żeby obiekt działał — a rachunek za model, który zawiódł, przychodzi zawsze w najgorszym momencie.



